Wiewiórka przebudziła się z uczuciem, jakby wróciła z dalekiej podróży. Z ulgą powitała wiszący obok szary balon jak starego znajomego.
Spojrzała na różową kokardkę, którą zawiązany był balon,  i przyszła jej do głowy myśl o popołudniowej herbacie.
– Dziwne – pomyślała Wiewiórka, ale nie miała czasu by rzecz roztrząsać. Ciemna cisza nagle zaczęła wibrować, jaśnieć, nabierać kolorów, aż błysnęła pełnym blaskiem słonecznego poranka…
Wiewiórka wpatrywała się w Las, w miejsce, w którym zniknął Słoń.
– Słoń poszedł szukać Kilimandżaro, a ja muszę szukać zapasów na zimę. Coś czuję, że dziś pora na jagody.
Zbiegła szybko na ziemię i wkrótce pękate, ciemnogranatowe kulki zaczęły napełniać dzbanek.
– Słonia nie ma już z pięć minut, ciekawe jak daleko zaszedł.
Wiewiórka zaczęła wspominać dzień, kiedy to Słoń stojąc tuż obok, na ścieżce, oznajmił, że wyrusza na Kilimandżaro.
– A, to świetnie.
– Poszłabyś ze mną?
– No wiesz, chętnie, ale zima za pasem…
– Aha…
– To kiedy wyruszasz?
– Jutro.
– To twoje największe marzenie.
– No właściwie… Ale wiesz, jak to jest z marzeniami. One mają sens je-dynie wtedy, kiedy można się nimi z kimś podzielić. A tak to tylko…
– Dlaczego z nim nie poszłaś? – spytał rozdrażnionym głosem Jeż. Znowu jabłko zaplątało mu się w igły i ludzie będą gadać.
– Ludzie będą gadać…
Wiewiórka zaczęła się zastanawiać, dlaczego nie poszła ze Słoniem. I odkryła, że nie może znaleźć żadnego powodu. Wręcz przeciwnie, wszystko wskazywało na to, że powinna ze Słoniem pójść, właściwie to nawet poszła.
Najpierw na skraj Lasu, potem przez Łąkę, którą widać za Lasem. A potem poszli wzdłuż Rzeki do Morza, o którym Wiewiórka słyszała, a potem przez Kraj za Morzem, który sobie Wiewiórka wyobrażała, a potem przez Ziemie, o których nie słyszała, a potem przez Krainę, której sobie wyobrazić nikt nie mógł.
A kiedy szli, ziemia umykała im spod stóp. I kręciła się coraz prędzej. A kiedy się zmęczyli, wystrzeliła w górę i uniosła ich. Wyżej i wyżej. Ponad Łąkę, wyżej niż najwyższe drzewo w Lesie, ponad skalne szczyty i ośnieżone wierzchołki. Tak wysoko, że już nic nie było. Tylko światło i cisza.
W ciszy narodził się dźwięk. Jakby szum suchych liści. Coraz bliższy, coraz głośniejszy…
Wiewiórka przebudziła się z uczuciem, jakby wróciła z podróży.
– Dlaczego Słoń kojarzy się z herbatką? – pomyślała, ale nie miała czasu by rzecz roztrząsać. Ciemna cisza nagle zaczęła wibrować, jaśnieć, nabierać kolorów, aż błysnęła pełnym blaskiem słonecznego poranka…

Jeden komentarz

Możliwość komentowania została wyłączona.